Każdy ma swoje polityczne "piekiełko"...

W zeszłym tygodniu, w poniedziałek 21 stycznia 2013 r., wybieraliśmy nowego marszałka Sejmiku Województwa Śląskiego w związku z dymisją poprzedniego - Adama Matusiewicza.

W zeszłym tygodniu, w poniedziałek 21 stycznia 2013 r., wybieraliśmy nowego marszałka Sejmiku Województwa Śląskiego w związku z dymisją poprzedniego - Adama Matusiewicza. Każde z ugrupowań postanowiło więc zabłysnąć na arenie regionalnej i wykorzystać sytuację do promocji własnej partii. Ale czy skutecznie?


W pierwszych dniach wyborczej burzy na pierwszy plan wysunął się PiS z kandydaturą prof. Wojtyły, byłego rektora Akademii Ekonomicznej w Katowicach. Postać pana Profesora miała - w zamyśle twórców - stanowić zachętę dla pozostałych ugrupowań do stworzenia ponadpartyjnego zarządu w Sejmiku. Jak się później okazało, prof. Wojtyła nie był w stanie przekonać do siebie i swojego programu nikogo poza PiS – co spowodowało, że doszedł do wniosku, że nie bardzo widzi się w roli namaszczonego przez jedynie słuszną partię, podjął więc męską decyzję i wycofał się ze startu w wyborach.

W abstrakcje poszedł kolejny protegowany tej partii - Artur Warzocha, który rozpoczął kandydowanie od oskarżeń pod adresem radnych koalicji, na przykład o brak zaangażowania w problemy m.in. „natury gospodarczej”. Był to dosyć ciekawy zarzut, zważywszy na fakt, że ilość inwestycji, pozyskanych funduszy unijnych (dopłat) w ostatnich kilku latach znacząco wzrosła oraz zwiększyło się zainteresowanie inwestorów regionem Górnego Śląska. Być może i ten kandydat nie do końca widział się w roli w jaką ochoczo ubrała go partia matka. Tym bardziej, że jego wystąpienie na samej sesji sejmiku nie zainteresowało kompletnie nikogo, a wręcz znużyło - mam wrażenie także - samego przemawiającego. Trudno bowiem porwać tłumy, gdy samemu nie bardzo się wierzy w sukces i powodzenie samego przedsięwzięcia.

W blokach startowych tuż za PiS czekał kandydat SLD, niejaki Przemysław Koperski - wiceprezydent Częstochowy, którego aura tego niezwykle uduchowionego miasta zdążyła już zmęczyć. Postanowił więc z czystym sumieniem zamknąć tamten rozdział i zająć się czymś ciekawszym. Młody, ambitny, sympatyczny - przynajmniej według mnie - niestety poniósł sromotną porażkę na własnym placu boju, bowiem trudności z poparciem dla niego mieli przede wszystkim koledzy z partii matki. No cóż bywa i tak. W polityce bardzo często "brat brata harata". I nie ma się co łudzić tak było, jest i będzie. Ale warto wspomnieć, że w tym szaleństwie SLD znalazło sposób na medialne zaistnienie. Otóż jej członkowie rozsiewali plotki, jakoby co najmniej 5 radnych PO miało głosować za kandydatem SLD… I chociaż były to plotki niedorzeczne, to spełniły swoje zadanie, ponieważ żyły nimi media i dzięki nim żyło w mediach SLD.

A My - Platforma Obywatelska wraz z koalicjantami zaproponowaliśmy kandydaturę byłego już wiceministra finansów – Mirosława Sekuły, który posiadając solidne „samorządowe korzenie” wie jak zarządzać budżetem, co więcej, jako były radny, zna od podszewki sposób funkcjonowania Sejmiku Województwa Śląskiego. Poza tym, znany jest z ciężkiej pracy i umiejętności podejmowania trafnych decyzji, więc rekomendacja wiceministra na marszałka została przyjęta jednogłośnie przez klub PO.

Ostatecznie w poniedziałek Marszałkiem Województwa Śląskiego został Mirosław Sekuła. Mam nadzieję, że współpraca radnych Sejmiku, nie tylko koalicji PO-PSL-RAŚ, będzie układała się dobrze, bez względu na ugrupowania z których pochodzą. Pamiętajmy, że dyskusja ze wszystkimi jest wskazana, zwłaszcza w czasach kryzysu światowego, który mam nadzieję, mamy już za sobą.

Ale te wybory pokazały jeszcze jedno. Każda z partii ma swoje własne „piekiełko”. W związku z czym, skoro trudno o kompromis w szeregach własnej partii – można zapomnieć o kompromisie ponad partyjnym szyldem, przynajmniej na razie.
Trwa ładowanie komentarzy...